O mnie
Mam na imię Roksana. Ten piękny świat ujrzałam na oczy 5.08.2003r. choć to było troszeczkę za szybko. Z opowiadań mojej mamy wiem, że wszyscy nie mogli się doczekać kiedy pojawię się w naszej rodzinie. Wszystko było przygotowane: pokoik, łóżeczko... Los niestety chciał, że musiałam urodzić się szybciej. Przez pierwszy miesiąc mieszkałam w szklanym domku, było cieplutko i milutko ale smutno bo bez mamy i taty. Widziałam ich tylko w dzień, niestety w nocy musiałam zostać sama z ciociami. Po miesiącu kiedy osiągnęłam odpowiednią wagę mogłam jechać do domu. Moi rodzice byli tacy szczęśliwi ale zarazem tak bardzo przestraszeni tym co ich czeka w najbliższym czasie. Rokowania moje nie były najlepsze, stwierdzono wylew do mózgu trzeciego stopnia i wciąż powiększające się komory. Diagnozy lekarzy były bardzo zróżnicowane, jedni twierdzili, że mam wodogłowie i że potrzebna jest zastawka, drudzy jednak to odradzali. Co tydzień jeździliśmy do Bydgoszczy na kontrolne usg głowy i rehabilitację, którą zaczęliśmy od samego początku. Ćwiczenia były okrutne bo wykonywane metodą Vojty. Tak to wyglądało przez pierwszy rok. W wieku dwóch latek miałam wykonany pierwszy rezonans magnetyczny i chciano wstawić mi zastawkę jednak moja mama nie zgodziła się na to ponieważ zaprzeczało to badaniom dna oka i szukała pomocy dalej. Znalazła ją dopiero w CZD w Warszawie. Tam neurochirurg dał nam nadzieję, że będzie wszystko dobrze i obędzie się bez zastawki. Tak jest do dzisiejszego dnia. Następnie rodzice postanowili zmienić rehabilitację na metodę NDT- Bobath w bliżej położonym ośrodku w Grudziądzu. Tam jeździliśmy dwa razy w tygodniu na ćwiczenia a oprócz tego uczestniczyłam w turnusach "pająka". W między czasie byłam na turnusie w CZD, gdzie poznałam bardzo fajną Panią magister. Dzięki uprzejmości tej pani mogliśmy raz w tygodniu przyjeżdżać do Warszawy na rehabilitację. Trwało to rok czasu i mama znów postanowiła coś zmienić. Znalazła ośrodek rehabilitacyjny w Stawnicy o nazwie Zabajka. Jechaliśmy tam z wielkimi oporami ponieważ mieliśmy przykre doświadczenia w innych ośrodkach. Jednak atmosfera i podejście całej kadry wzbudziło w nas wielkie zdziwienie. Jest to miejsce gdzie mogę uczestniczyć w wielu zajęciach takich jak: kinezyterapia, terapia zajęciowa, chiropraktyka, terapia cranio-sacralna, terapia metoda Veroniki Sherborne, dogoterapia, hipoterapia oraz fizykoterapia (magnetostymulacja,okłady żelowe, tonoliza, masaż). Ten ośrodek jest odskocznią od naszej codziennej rehabilitacji na którą uczęszczam w Grudziądzu w Ośrodku OPUS II. Uczestniczę tam w turnusach dwutygodniowych gdzie prowadzone są zajęcia z kinezyterapii, terapii manualnej, zajęcia logopedyczne, fizykoterapia (fango oraz mata magnetyczna). W ostatnim czasie odbyłam również turnus w kombinezonach Therasuit. W lutym tego roku po raz pierwszy moje nóżki zostały ostrzyknięte toksyną botulinową. Bardzo bolało ale efekty po malutku są widoczne. Mam już prawie pięć latek niestety ruchowo bardzo odstaję od moich rówieśników. Marzeniem moim i moich rodziców jest abym sama najpierw usiadła a póżniej zrobiła ten pierwszy kroczek. Niestety przede mną jeszcze bardzo długa droga. Mam tylko nadzieję, że nie zabraknie mi i moim bliskim nadziei i uporu w dążeniu do celu.